| mapka | galeria | film |
Pogoda w niedzielę 7 sierpnia wreszcie pozwoliła na realizację planów związanych z przejazdem szlakami Puszczy Kozienickiej i nie musieliśmy długo planowanego rajdu znowu przekładać. Choć godzina zbiórki zaplanowana została na nieludzką jak na niedzielę godzinę 7:15, to na dworzec PKP przyjechało aż 15 browersów chcących wspólnie spędzić miło czas, rozkoszując się pięknościami otaczającej nas przyrody. Szybka zbiórka pieniędzy na bilety i do kasy wysłaliśmy Pitrasa. Tu nastąpiło pierwsze rozczarowanie: bilety niedość że były droższe o 4 zł niż podawała wczesniej informacja, to obsługa w miejscowej kasie pozostawia wiele do życzenia. Wyprodukowanie 15 szt. biletów (Puławy - Dęblin) trwało ok. 15 minut, wydrukowano je na 18 blankietach (!!!), a dodatkowo obsługa odmówiła wydruku biletów na dalszej trasie od Dęblina do Pionek Zachodnich, tłumacząc się brakiem czasu. Po chwili oczekiwania przyjechał pociąg, nawet z wagonem do przewozu rowerów. I tu nastąpiło drugie rozczarowanie z poziomu usług PKP, kierownik pociągu postraszył nas, że jeśli nie będziemy szybciej ładować rowerów to nałoży na nas karę za opóźnienie pociągu, na szczęście bardzo przestraszeni nie byliśmy.... ;-). Po załadowaniu rowerów odjechaliśmy do Dęblina, gdzie mieliśmy przesiadkę do Pionek Zachodnich. Po wyjściu z pociągu i udaniu się do kas okazało się, że pociąg którym mieliśmy jechać do Pionek w okresie wakacji nie kursuje, i tu kolejny minus dla naszego narodowego przewoźnika, bo na stronach internetowych brak jest takiej informacji.
Nieco rozczarowani takim rozwojem sytuacji po dłuższej naradzie stwierdziliśmy, że nie czekamy dwie godziny na następne połączenie tylko zmienimy trasę przejazdu, mianowicie: Czarnolas, Janowiec i Puławy. Ruszyliśmy spokojnym tempem ok. 15-16 km/h przez Dęblin, następnie Borek do Gniewoszowa. Tu z uwagi na coraz silniejsze promienie słoneczne zatrzymaliśmy się na mały piknik celem odpoczynku, zjedzenia śniadania oraz regeneracji sił. Po odbudowaniu kondycji ruszyliśmy dalej w kierunku Czarnolasu. Niestety etap z Gniewoszowa do Czarnolasu okazał się etapem górskim, gdyż głównie było pod górkę i nasz peleton delikatnie porozrywał się. W Czarnolesie zatrzymaliśmy się na kolejny popas pod miejscowym sklepem aby uzupełnić kolejne kalorie. Upodobania jedzeniowe były różne: paróweczki, bułeczki, wafelki lub lody. Następnie wizyta u Jana i pamiątkowe zdjęcie. W Czarnolesie nastąpiła pierwsza awaria. Pech dopadł Siwego, jak po depnięciu mocno w pedał zerwał jedną ze szprych w tylnym kole. Szybki serwis i regulacja centry koła i jedziemy dalej w kierunku Janowca. Do samego Janowca towarzyszył nam silny wiatr w czoło. Przed Janowcem Siwemu pękła kolejna szprycha tworząc z koła ósemkę. Kolejna akcja podciągniecie szprych aby choć dojechać do Puław, niestety bez tylnego hamulca, ktory trzeba było całkowicie rozpiąc aby skręcone kolo mogło się toczyć. W Janowcu zatrzymaliśmy się w Maćkowej Chacie. Z uwagi na porę dnia oraz skrajne wyczerpanie zamówiliśmy dania obiadowe. Wocio zjadł aż dwa dania: żeberka oraz schabowego maćkowego, wydając werdykt, że schabowy lepszy. Po konsumpcji ruszyliśmy do Puław już bez żadnych przygód, oraz co ważne wreszcie z wiatrem. Liczniki pokazały 68 km. Kolejny rajd zaliczamy do udanych, kto nie wstał rano niech żałuje.
Fryta