| galeria |
W ostatnią niedzielę lipca wybraliśmy się na organizowany przez MOSiR rajd rowerowy połączony z przejazdem kolejką wąskotorową tzw. ciufcią. Z racji tego, że sezon ogórkowy w pełni oraz niezbyt pewna pogoda tego ranka sprawiły, że uczestników było mniej niż się można było spodziewać. Nie mniej jednak zjawiło się 20 osób i jeszcze 2 dołączyły w Końskowoli. Naszą ekipę reprezentowało 6 b’Rowersów: Lolek, Morda, Coca-Cola, Fryta, Krzyś B. i Sławek. Pogoda jak się później okazało była idealna do jazdy rowerkiem. Było przyjemnie chłodno, słonko nie prażyło a wiejący w plecy wiatr sam popychał nas do przodu. No i nie spadła ani kropla deszczu. Przed godz. 8:00 spod hali MOSiR wystartowaliśmy trasą, którą możemy pokonać już chyba z zamkniętymi oczami, a więc: Końskowola, Pożóg, Klementowice, Buchałowice, Drzewce i stacja kolejowa w Nałęczowie. Gdyby jechali sami b’Rowersi to nie zawahał bym się powiedzieć „powrót do korzeni”, średnia prędkość przejazdu nie przekroczyła 20 km/h. Mimo niewygórowanego tempa, na ciufcię dotarliśmy ze sporym zapasem czasu, dzięki czemu wszyscy zdążyli uzupełnić prowiant, a ja ze Sławkiem zdążyliśmy jeszcze zajechać na jego ranczo i wypić kawę przyrządzoną przez mamę naszego Prezesa. Na stacji z harcerską sprawnością zapakowaliśmy nasze rumaki na specjalną platformę, a sami zajęliśmy miejsca w „Warsie”. Punktualnie o 10:15 ruszyła maszyna po szynach ospale. Najpierw powoli jak żółw ociężale, szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem, i kręci się koło za kołem. Przejazd kolejką uprzyjemniały nam przewijające się za oknami przepiękne krajobrazy Wyżyny Lubelskiej, muzyczka sącząca się z głośników i zimne napoje regeneracyjne. Po około 1,5 godzinnej jeździe dotarliśmy do miejsca docelowego czyli dużej polany za Karczmiskami. Tu organizatorzy rozpalili ognisko i można było przypiec sobie kiełbaskę. Nie tylko my byliśmy głodni, zaraz po nas nie wiadomo skąd pojawiło się całe stado os, które nie pytając o pozwolenie zaczęło częstować się naszym jedzeniem. Coca-Cola próbował z nimi negocjować ale argument osy był nie do odrzucenia, na szczęście nie ma uczulenia na te paskudztwa. Koniec popasu, jedziemy dalej przez Polanówkę, Wilków, oba Zastowy, kierując się na Podgórz. Tu krótki odpoczynek przed kolejnymi wyzwaniami jakimi miały być strome podjazdy na kamienistej drodze do Męćmierza. W Podgórzu miejscowi robią chyba większą frekwencję pod sklepem niż kościele. Ot takie centrum rozrywkowo – towarzyskie. Pokonanie tak zwanej białej drogi sprawiło niektórym nie mały problem, z największym wzniesieniem uporało się tylko 7 osób w tym oczywiście b’Rowersi. Na rowerach czy na nogach wszyscy dotarli na szczyt, skąd już tylko z górki dojechaliśmy do przeprawy promowej w Kazimierzu. W oczekiwaniu na prom, który nas zabierze do Janowca, na pobliskiej plaży sprawdzaliśmy jakość zoomu w aparacie kolegi. No naprawdę niezły – zoom oczywiście. W Janowcu krótki popas w Maćkowej Chacie i powrót do Puław do naszej bazy. Tu po burzliwej dyskusji doszliśmy do wniosku, że Prezesowi należy się żółta kartka za nieusprawiedliwioną nieobecność na rajdzie.
W sumie na rowerach spędziliśmy około 3,5 godz. pokonując w tym czasie 68 kbm.
[lolek]