| mapka | galeria |
Zebraliśmy się rano w niedzielę by w ogromnym upale przejechać rekordowo długą trasę (o 15–tej było 34 st. C w cieniu). 13-tu b’Rowersów ruszyło w tempie rekreacyjnym do Końskowoli by następnie skręcić w drogę do Celejowa. Jako, że natychmiast trzeba było uzupełniać życiodajne płyny, padła propozycja zatrzymania się już pod sklepem w Pożogu. Jednak postanowiliśmy pojechać dalej i zatrzymać się w często odwiedzanym przez nas sklepie w Celejowie. Tam spotkała nas niemiła niespodzianka czyli kraty na drzwiach, więc bez przystanku pojechaliśmy dalej. Dopiero w Wąwolnicy znaleźliśmy otwarty sklep. Pić chciało się bardzo. Odpoczęliśmy troszeczkę, posililiśmy się i ruszyliśmy dalej. Po ok. 40 kbm dotarliśmy do Poniatowej. Zasiedliśmy pod parasolami w sąsiedztwie niewielkiego zalewu w centrum miasta. Spragnieni ochłody mogli zamoczyć swe ciała w wodzie. Na miejscu można było skorzystać również z dodatkowych atrakcji. Kusiła nas przycumowana wielka kaczka, która robiła za rower wodny.(Ciekawe czy jest to zgodne z obecnie obowiązującą etyką polityczną?). Jednak nikt nie chciał wypożyczyć sprzętu pływającego. Czyżby to był przesyt pedałowania? Kilku b’Rowersów poszło popływać. Nagle usłyszeliśmy krzyki i zobaczyliśmy, że jeden z naszych jakby zaczął się topić. Nic z tych rzeczy. To tylko Cocacola próbował zwabić do siebie atrakcyjną ratowniczkę. Nie udało się. Musiał obejść się smakiem. Sielanka trwała nadal. Po dłuższym czasie, chciał nie chciał, musieliśmy ruszyć w dalszą drogę. Była już tzw. pora obiadowa więc postanowiliśmy wstąpić do zajazdu rybackiego na posiłek. Większość zamówiła smażoną rybę. Po wspólnym obiedzie trzeba było ruszyć dalej. I tu nastąpiła zmiana trasy rajdu. Pojechaliśmy do Opola Lubelskiego. Żar lał się z nieba a asfalt kleił się do kół, butów i chlapał po nogach o czym na własnej skórze najbardziej przekonali się: Ojro, Morda i Pijan. Coraz bardziej czuć było kbm w nogach. W Wilkowie zatrzymaliśmy się na odpoczynek, ponieważ czekał nas podjazd pod największe wzniesienie na trasie rajdu. Minąwszy wioskę Dobre przed nami ukazała się dość pokaźna góra. Wtedy już tylko trzeba było skupić siły na podjeździe. Nagrodą dla twardzieli był długi zjazd do samego Kazika. Na rynku studnia była oblegana. Ostro chłodziliśmy głowy. Żar nie odpuszczał. Liczniki pokazywały ok. 85 kbm , dlatego padła propozycja dalszej zmiany trasy, tak aby łączna długość wyniosła ponad 100 kbm. Ruszyliśmy na prom do Janowca. W Janowcu jeszcze uzupełniliśmy płyny i ruszyliśmy już prosto do Puław. W bazie pojawiło się tylko trzech b’Rowersów. Reszta z naszych pośpiesznie udała się do domów by przygotowywać się do oglądania wielkiego finału MŚ. Liczniki pokazały 104 kbm.
[Cienki]