III rajd rowerowy b'Rrowersów do Europy - 13-14 maja 2006

mapka galeria

Stało się. Kolejny rajd b’Rowersów przeszedł do historii. W zaplanowanym miejscu zbiórki pojawiło się 35 osób. Po odczytaniu listy obecności wyruszyliśmy w trasę. Tradycji stało się zadość, bo już na 5 kilometrze Młody Łotrzyk złapał kapcia (jak się okazało, wieczorem złapał drugiego – ot taka rodzinna tradycja). Po szybkiej wymianie pękniętej gumy mogliśmy kontynuować jazdę. Spokojnie, bez pośpiechu naszą ulubioną trasą dotarliśmy do Niebrzegowa, gdzie czekał już na nas wóz techniczny. Krótka przerwa na regenerację sił i jedziemy dalej. Z Niebrzegowa ruszyliśmy dalej trasą na Dęblin przez Bobrowniki. Kolejny postój w miejscowości Brzeziny był nagrodą za przebrnięcie piaszczystej leśnej drogi. Trzeba przyznać, że trochę potu na niej zostawiliśmy. Ostatni etap wycieczki przebiegał bezproblemowo, mijając po drodze Rokitnię, Kletnię, Życzyn i Wolę Życką. Wszyscy cali i zdrowi dotarli do celu tj. do ośrodka wypoczynkowego w Jabłonowcu. Po załatwieniu formalności meldunkowych rozlokowaliśmy się w pokojach. Najbardziej wygłodniali zaczęli pobyt od rozstawienia grilli. Na miejscu rozegraliśmy kilka konkurencji sportowo – browersowych. Największą popularnością cieszyła się zaszczepiona przez niestety nieobecnego z nami kol. Wojcia (pozdrowionka), gra w boules – znana też pod nazwą pentaque lub bocce, a polegająca na rzucaniu metalowymi kulami do małej kuleczki zwanej świnką. Wygranym jest ten, kto umieści kulę bliżej świnki. Na nasze potrzeby zmodyfikowaliśmy nieco zasady gry. Świnką i jednocześnie nagrodą w konkursie było wino marki Marcyś, rocznik 2006. W kategorii seniorów bezapelacyjnym zwycięzcą został Pijan, oddając w dwóch rundach najlepsze rzuty. Niestety nikt nie trafił w nagrodę. W kategorii juniorów zwycięzcą została Ola, a w nagrodę otrzymała szampana (oczywiście bezalkoholowego). Kolejną konkurencją była jazda rowerem na czas – kto wolniej. Tu zwycięzcą został kol. Aro. Pokonał wyznaczoną trasę w rekordowym czasie 1 min 03 sek. Z nastaniem zmierzchu przyszedł czas na koronną dyscyplinę b’Rowersów, czyli kręcenie kija. Ubaw był po same pachy, a zwyciężył driver wozu technicznego Jacek. W międzyczasie rozgrywał się również mecz piłki nożnej. Niestety były też smutne chwile, bo mieliśmy okazję obejrzeć w telewizji sromotną porażkę naszej Wisły – Azoty w meczu ekstraklasy piłki ręcznej. Mimo wszystko humory nam dopisywały. Przy ognisku odbył się tradycyjny chrzest nowych członków naszej rowerowej braci, a Prezes powagą swojego urzędu w imię szprychy, pedałów i pękniętej gumy mianował ich b’Rowesami. Od tej chwili mogą tak o sobie mówić. Nie lada atrakcję zafundował nam kol. Kowal, takie cudne reality – show by nigth. Niestety nie będzie z tego relacji, bo cenzura nie przepuści. Gdy zegary oznajmiły ciszę nocną udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną tą samą trasą. Niestety wóz techniczny się „zepsuł” i z konieczności przerwy na uzupełnienie płynów musieliśmy robić w gęstej sieci wiejskich sklepików. Jazda powrotna nie sprawiła nam większych problemów. Jedynie Pijan trochę się zarysował – zaliczył 7 orłów (ten to potrafi). Rajd zakończyliśmy tym razem u Czarnego Piotrusia tradycyjnym rozchodniaczkiem. Łączna długość trasy 102 kbm.

[lolek]